Reglamentacja. Gra na kartki.

Reglamentacja. Gra na kartki, czyli najnowsza gra Karola Madaja oraz Instytutu Pamięci Narodowej przenosi nas ponownie w czasy PRL. Podobnie jak w Kolejce, będziemy polować na towary, ale tym razem użyjemy do tego kartek oraz bajeranckiego bączka. Zapomnieliście już, jak za młodu kręciliście bączkiem, albo (opcja dla młodszych) w ogóle nie wiecie, co to takiego? Lepiej szybko odświeżyć swoje umiejętności, bo będą one przydatne.

Dam wódkę i czekoladę za cukier i Twoje miejsce.

Reglamentacja

W trakcie gry będziemy zużywać nasze zasoby kartek, aby kupować towary wystawione w sklepie i zarobić jak największą ilość punktów, zależnych od kupionych towarów oraz otrzymanej karty wizyty. Każda runda gry jest podzielona na dwie fazy - wymianę oraz kupowanie.

Podczas fazy wymiany osoba kręcąca bączkiem może wymieniać się z innymi graczami, handlując zarówno posiadanymi kartkami, jak i swoim miejscem w kolejce. Powraca też znany z Kolejki spekulant, z którym można też tym razem dokonywać wymian. Z handlem jest jak to w życiu bywa - czasami mamy na ręce wszystko, co jest nam potrzebne i nie chcemy niczego wymieniać, czasami też nikt nam nie chce nic zaoferować. Na szczęście zazwyczaj po paru takich rundach zmieniają się w końcu karty zakupów na stole i negocjacje rozkręcają się na dobre.

Kiedy bączek skończy się kręcić, następuje faza kupowania. I tutaj drobny twist, na który trzeba zwracać uwagę podczas gry - przeważnie graczem robiącym zakupy wcale nie będzie ta sama osoba, która kręciła bączkiem, może się więc zdarzyć, że ktoś podkupi nam upatrzoną rzecz. Gra toczy się aż do wyczerpania kart zakupów.

Nie chcę Twojej wódki, dam mąkę i masło za czekoladę.

Reglamentacja

Jak można zauważyć, Reglamentacja jest bardzo prostą grą. To właśnie jest w niej fajne - w końcu jej istotą są negocjacje z innymi graczami. Bardzo podoba mi się także oddzielenie gracza zdobywającego kartki od kupującego, chociaż spotkałem się już też z głosami przeciwnymi. Wprowadza to co prawda nieco zamieszania przy pierwszej rozgrywce, ale właśnie dzięki temu prostemu zabiegowi gra nie jest kompletnie banalna i przewidywalna - samo istnienie możliwości, że inny gracz podkupi nam towar, na który zbieraliśmy kartki kilka rund, zmusza nas do lepszego planowania tego, co mamy na ręce i częstszego wymieniania się z pozostałymi graczami.

Przed pierwszą rozgrywką miałem nieco wątpliwości co do zasadności używania załączonego do niej bączka - w końcu taki chociażby Catan radzi sobie doskonale bez żadnych ograniczeń - ale w trakcie gry zupełnie nam on nie przeszkadzał, a jako ograniczenie czasu wymiany działał nawet lepiej, niż zwyczajna klepsydra. Jedyną wadą, chociaż może lepiej byłoby nazwać to “niedogodnością”, jaką zauważyliśmy podczas rozgrywek, jest niewielka ilość kart z samymi kartkami. Przy czterech i pięciu graczach powoduje to konieczność dość częstego przetasowywania stosu odrzuconych kart.

Nie ma także w ogóle możliwości grania w dwie osoby. Co prawda rozumiem powody, dla których autor postanowił tak postąpić (wymiana z tylko jednym graczem byłaby nudna) i dla mnie osobiście nie jest to właściwie wadą - zazwyczaj gramy w co najmniej trójkę, a i gier dla dwóch osób nieco się na półce znajdzie. Szkoda jednak, że nie pokuszono się o jakiś dodatkowy wariant dla dwóch osób, na przykład wprowadzający bazar, czy wykorzystujący w jakiś inny sposób spekulanta. Na pewno powiększyłoby to nieco ilość potencjalnych odbiorców gry.

Wykonanie

Reglamentacja

Koniecznie należą się też duże pochwały za jakość wykonania gry. O ile ilustracje na kartach mogą się komuś nie podobać, w końcu gust rzecz dyskusyjna, to całość jest zapakowana w zgrabne, niewielkie pudełko, nieco większe od formatu mini stosowanego przez Fantasy Flight Games chociażby w CIA vs KGB czy Czerwonym Listopadzie. W przeciwieństwie do gier FFG, w środku znajduje się idealnie zaprojektowana wypraska, gdzie każdy z elementów ma swoje miejsce. Prawdopodobnie gdyby użyć zwykłej kartonowej wkładki, pudełko mogłoby być mniejsze, ale ja bardzo lubię gry z porządnymi wypraskami, tak więc nie mam najmniejszego zamiaru narzekać.

Do zestawu dodawana jest też - jak na grę wydaną przez IPN przystało - książeczka z opracowaniem historycznym napisanym przez dr. Andrzeja Zawistowskiego. Zasługuje ona na oddzielne kilka słów, bo jest po pierwsze ciekawą lekturą - przedstawiającą w skrócie historię systemu kartek i reglamentacji, nie tylko w czasach PRL, ale także od czasów rozbiorów Polski, a po drugie, wydrukowano ją w formacie niewiele większym od kart i oprawiono w twardą okładkę. Ma ona też swoje miejsce na wyprasce, przytrzymując karty przed wypadnięciem.

Zabrakło tym razem za to wielojęzycznej instrukcji, co jest nieco dziwne. Gra sama w sobie nie zawiera praktycznie żadnych napisów poza nazwami kart, instrukcja nie jest też bardzo skomplikowana, więc spokojnie można było ją przetłumaczyć przynajmniej na angielski. Być może, podobnie jak w przypadku Kolejki, stanie się tak przy kolejnym wydaniu gry.

Podsumowanie

Reglamentację w swojej kolekcji gier klasyfikuję jako idealny wypełniacz, któremu nie przeszkadzają drobne wady. Przydaje się mieć kilka takich gier, żeby było po co sięgnąć, kiedy nie macie czasu na coś dłuższego, albo chcecie wprowadzić do rozgrywki osoby mniej zaawansowane i po prostu dobrze się wspólnie bawić. Jeśli więc planujecie grać w więcej niż dwie osoby, to z czystym sumieniem mogę ten tytuł polecić.

Ocena ogólna 7

Dobra gra dla początkujących graczy. Dla zaawansowanych też, ale raczej jako filler lub rozgrzewka przed innymi tytułami.

Plusy

  • Profesjonalne wykonanie
  • Krótki czas gry i proste zasady
  • Sporo interakcji pomiędzy grającymi

Minusy

  • Brak trybu dla dwóch graczy